- Duński model produkcji trzody ma bezpośrednie znaczenie dla Polski, bo duże wolumeny prosiąt trafiają na eksport, w tym na rynek polski
- Największym krótkoterminowym zagrożeniem dla hodowców w Danii są niskie ceny skupu przy rekordowych kosztach produkcji, co może ograniczyć podaż
- W tle rośnie presja regulacyjna i społeczna: dobrostan, antybiotyki, kontrole weterynaryjne i ograniczenia transportu świń – z ryzykiem spadku konkurencyjności
Dania od lat odgrywa istotną rolę na europejskim rynku trzody chlewnej, zarówno jako producent wieprzowiny, jak i dostawca prosiąt oraz materiału hodowlanego. Dlatego kierunek, w którym rozwija się tamtejsza produkcja, ma znaczenie również dla Polski. Zwrócił na to uwagę Jeppe Bloch Nielsen, który podczas II Kongresu Produkcji Świń w Żninie przedstawił perspektywę duńskiego hodowcy i odniósł się do wyzwań stojących przed całym sektorem.
Prelegent nie mówił wyłącznie z pozycji przedstawiciela organizacji branżowej. Wspólnie z bratem sam prowadzi gospodarstwo utrzymujące około 2200 loch, produkujące prosięta i loszki hodowlane. Znaczna część ich produkcji trafia na eksport, z czego około 60 tys. prosiąt dostarczanych jest na rynek polski. Taka perspektywa pozwala mu stwierdzić, że zmiany w duńskim modelu produkcji mogą przełożyć się na dostępność zwierząt i sytuację ekonomiczną polskich ferm.
Duńskie rolnictwo się zmienia
Jak zauważył ekspert, duńskie rolnictwo – tak jak i w całej Unii Europejskiej, w ostatnich dekadach przeszło olbrzymią transformację:
- Na początku lat 80., kiedy się urodziłem, lochy utrzymywano przede wszystkim w indywidualnych kojcach. Obecnie stosujemy rozwiązania, które zapewniają im większą swobodę ruchu. W naszym gospodarstwie lochy są utrzymywane grupowo, a w okresie okołoporodowym i podczas laktacji korzystają ze specjalnych kojców przez określony czas.To pokazuje, jak wiele zmieniło się w sposobie organizacji produkcji. Mimo tych postępów jako branża nie potrafiliśmy wystarczająco dobrze przedstawić społeczeństwu skali dokonanych zmian. Nie umiemy skutecznie opowiadać o tym, jak wygląda współczesna hodowla, jakie standardy stosujemy i jakie działania podejmujemy, aby poprawiać wyniki produkcyjne oraz dobrostan zwierząt - powiedział Jeppe Bloch Nielsen
Jak podkreślał ekspert, konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, że debata publiczna często koncentruje się na pojedynczych negatywnych przypadkach, a nie na całościowym obrazie produkcji. Czyż nie znamy tego również z naszego podwórka?
Presja regulacyjna kontra ekonomia
Jak podkreślał ekspert, ednym z głównych wyzwań dla duńskich producentów trzody chlewnej jest obecnie polityka regulacyjna:
- Mam wrażenie, że osoby odpowiedzialne za tworzenie przepisów coraz częściej tracą bezpośredni kontakt z rzeczywistością gospodarstw rolnych. Wielu rolników odnosi wrażenie, że społeczeństwo postrzega ich jako ludzi, którzy każdego dnia świadomie narażają zwierzęta na cierpienie i szkodzą środowisku. Nie zgadzamy się z takim obrazem naszej pracy. Jednocześnie musimy przyznać, że presja społeczna i polityczna na rolnictwo jest bardzo duża. Widać to również w innych krajach europejskich. W Holandii głównym przedmiotem sporów jest często wpływ rolnictwa na środowisko, natomiast w Danii szczególnie silnie akcentuje się kwestie dobrostanu zwierząt – mówił hodowca.
Jednak, jak mówił to nie regulacje, a ekonomia są obecnie największym wrogiem tamtejszych producentów:
- Największym krótkoterminowym zagrożeniem jest sytuacja ekonomiczna hodowców. Otrzymujemy jedne z najniższych cen skupu od dziesięcioleci, podczas gdy koszty produkcji osiągnęły rekordowo wysoki poziom. W praktyce oznacza to, że wiele gospodarstw ponosi straty z każdym kolejnym dniem działalności. Debata publiczna koncentruje się głównie na regulacjach i polityce, tymczasem podstawowym warunkiem przetrwania gospodarstwa jest uzyskiwanie ceny, która pozwala pokryć koszty produkcji.Jeżeli sytuacja się nie poprawi, w ciągu najbliższego półtora roku, a być może nawet wcześniej, możemy zaobserwować gwałtowny spadek produkcji. Kolejne gospodarstwa będą zmuszone zakończyć działalność lub ogłosić upadłość. Dlatego musimy jednocześnie myśleć o dwóch perspektywach: krótkoterminowej, związanej z przetrwaniem obecnego kryzysu, oraz długoterminowej, obejmującej przyszłość całego sektora – mówił hodowca.
Rośnie dystans między miastem a wsią
Hodowca podkreślał, że duńskie gospodarstwa stają się coraz większe, a liczba rolników maleje. Coraz mniej osób ma bezpośredni kontakt z produkcją rolną i wie, na czym polega codzienna praca w gospodarstwie. W efekcie dystans między miastem a wsią stale się powiększa.
- Moim zdaniem problem dotyczy również sposobu funkcjonowania polityki. W parlamencie pojawia się coraz więcej osób z wykształceniem akademickim, ale bez doświadczenia w praktycznej pracy zawodowej poza środowiskiem akademickim i politycznym. Nie kwestionuję ich kompetencji ani talentów. Uważam jednak, że wiedza teoretyczna nie zawsze wystarcza do zrozumienia realiów prowadzenia gospodarstwa. Przepisy są często tworzone na podstawie wyobrażeń, oczekiwań społecznych i przekonań, a nie zawsze w oparciu o praktyczne doświadczenie oraz analizę skutków gospodarczych – mówił prelegent.
Presja organizacji prozwierzęcych
Jeppe Bloch Nielsen zwrócił uwagę, że podobnie jak w Polsce duży wpływ na debatę polityczną mają organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Ich stanowisko często sprowadza się do zasady, że każde cierpiące zwierzę jest o jednym za dużo. Oczekują one, że w Danii uda się osiągnąć sytuację, w której nie będzie można znaleźć ani jednego przypadku niewłaściwego traktowania zwierząt.
- Moim zdaniem całkowite wyeliminowanie wszystkich nieprawidłowości jest nierealne, szczególnie w dużej i złożonej produkcji zwierzęcej.Nie oznacza to, że nie powinniśmy dążyć do poprawy dobrostanu. Oznacza natomiast, że musimy rozmawiać o realnych celach, mierzalnych wskaźnikach i sposobach ich osiągania – mówił prelegent.
Jak mówił ekspert, jednym z najczęściej poruszanych tematów jest śmiertelność prosiąt. Według danych przedstawionych podczas wystąpienia w ostatnim okresie wzrosła ona, dlatego wymaga dalszej analizy i działań naprawczych. Dużo uwagi poświęca się również śmiertelności loch, której poziom jest zbyt wysoki.
- Nie możemy ignorować tych problemów. Musimy stale monitorować wyniki, analizować ich przyczyny i wdrażać rozwiązania poprawiające zdrowotność oraz przeżywalność zwierząt. Jednocześnie należy realistycznie oceniać możliwości dalszej poprawy. Cele produkcyjne muszą uwzględniać zarówno potencjał biologiczny zwierząt, jak i warunki utrzymania – mówił ekspert.
Kolejnym problemem dostrzeganym przez środowiska prozwierzęce jest kastracja knurków:
- Przejście na produkcję bez kastrowania prosiąt jest możliwe, ale wymaga odpowiedniego przygotowania, uwzględniającego zarówno dobrostan zwierząt, jak i wymagania dotyczące jakości mięsa. Z perspektywy rolnika ograniczenie kastracji jest pożądanym kierunkiem zmian. Żaden producent nie wykonuje takich zabiegów bez powodu, a jeśli istnieją bezpieczne i skuteczne alternatywy, warto je rozwijać, jednak rynek musi być gotowy na takie zmiany – mówił rolnik.
Zużycie antybiotyków
Duńska produkcja trzody chlewnej jest często przedstawiana jako przykład ograniczonego stosowania antybiotyków. Na tle wielu krajów nasze wyniki bywają oceniane pozytywnie. Mimo to również w Danii utrzymuje się presja na dalsze ograniczanie ich zużycia.
- Pokazuje to, jak bardzo ocena produkcji zależy od przyjętego punktu odniesienia. To, co w porównaniu międzynarodowym stanowi osiągnięcie, może jednocześnie być uznawane za niewystarczające w świetle oczekiwań krajowych – mówił rolnik.
Horrendalny koszt kontroli weterynaryjnych
Według danych przytoczonych podczas wystąpienia inspekcje obejmują około 30% gospodarstw rocznie. Dodatkowo zwierzęta opuszczające gospodarstwa podlegają odpowiednim procedurom kontrolnym, zarówno w przypadku eksportu, jak i transportu do krajowych zakładów ubojowych. Z perspektywy producentów oznacza to szeroki zakres nadzoru.
- W mojej ocenie skala kontroli powinna być analizowana w odniesieniu do liczby zwierząt, wielkości produkcji oraz rzeczywiście stwierdzanych nieprawidłowości – mówił hodowca.
Jak mówił, kolejnym problemem jest koszt kontroli. Część z nich ponoszą sami rolnicy. W przypadku konieczności przeprowadzenia dodatkowej kontroli gospodarstwo może zostać obciążone kolejnymi opłatami. Niezależnie od dokładnych kwot, sam mechanizm zwiększania kosztów administracyjnych ma istotne znaczenie ekonomiczne. W warunkach niskich cen skupu i wysokich kosztów produkcji każda dodatkowa opłata osłabia konkurencyjność gospodarstw.
Ograniczenia w transporcie świń
W Danii toczy się również dyskusja na temat ograniczeń transportu żywych świń.
- Jedną z rozważanych kwestii jest skrócenie dopuszczalnego czasu przewozu, między innymi do ośmiu godzin. Z punktu widzenia dobrostanu transport powinien odbywać się w odpowiednich warunkach, z uwzględnieniem stanu zdrowia zwierząt, temperatury, wentylacji i czasu podróży. Jednocześnie należy pamiętać, że eksport stanowi istotny element duńskiego modelu produkcji. Jeżeli koszty transportu i kontroli będą nadal rosły, a dopuszczalny czas przewozu zostanie ograniczony, konkurencyjność duńskich producentów może się pogorszy – mówił prelegent.
Dlatego, jak tłumaczył każda zmiana przepisów powinna uwzględniać zarówno dobrostan zwierząt, jak i realia logistyczne oraz ekonomiczne europejskiego rynku.
To tylko część z wyzwań jakie stoją przed duńskim sektorem trzody. Dochodzą do tego problemy demograficzne czy presja ekonomiczna ze strony krajów trzecich. Jedno jest jednak pewne: przynajmniej do momentu, w którym Polska nie usamodzielni się pod względem produkcji warchlaka, jesteśmy w dużej mierze zależni od farmerów z tego kraju. Pozostaje zatem trzymać kciuki, by tamtejsza branża poradziła sobie ze stojącymi przed nią wyzwaniami.