• Wojciech Łuba zbudował nową oborę z dwoma robotami udojowymi, do której wprowadził wyłącznie krowy z własnej hodowli – dziś wydajność stada sięga średnio 43 l mleka od sztuki dziennie.
  • Fundamentem strategii hodowlanej jest genotypowanie całego stada, embriotransfer i dobór buhajów pod PF, a także przydatność do robotów oraz kazeinę A2A2.
  • Około 20% stada stanowią czerwono-białe HF, które dzięki konsekwentnej pracy hodowlanej zajmują czołowe miejsca w krajowym rankingu PF i zdobywają tytuły na wystawach.
  • Robotyzacja obejmuje nie tylko dój – gospodarstwo wykorzystuje także automatyczny podgarniacz TMR, zgarniacze odchodów, kurtyny i wentylację sterowaną automatycznie.
  • Obejrzyj reportaże z pozostałych gospodarstw biorących udział w konkursie Innowacyjny Farmer 2026.

W 2025 roku w gospodarstwie Justyny i Wojciecha Łuba oddano do użytku nową oborę wolnostanowiskową z dwoma robotami udojowymi, pełnymi kurtynami bocznymi i dwoma stołami paszowymi. Obiekt o wymiarach 40 na 56 m powstał według indywidualnego projektu, a rolnik przemyślał w nim każdy detal. Inwestycja miała poprawić dobrostan zarówno zwierząt, jak i ludzi, którzy na co dzień obsługują stado, a przyniosła też efekt produkcyjny: mleczność krów przekracza dziś 40 litrów w dziennym udoju. Stado tworzą głównie krowy holsztyńsko-fryzyjskie odmiany czarno-białej, ale w pracy hodowlanej prawdziwym oczkiem w głowie rolnika jest odmiana czerwono-biała.

To gospodarstwo rodzinne, w którym pracują trzy pokolenia. Na co dzień gospodarują w nim małżonkowie Justyna i Wojciech, a pomagają im rodzice Wojciecha, Janina i Ryszard. Troje dzieci państwa Łubów, w miarę możliwości, chętnie włącza się w codzienne i sezonowe obowiązki. Rodzinny charakter gospodarstwa to nie tylko praktyka, ale i tradycja. Historia rodu jest udokumentowana aż od 1750 roku, a pielęgnowanie korzeni jest szczególnie bliskie Justynie.

Podlasie bywa nazywane krainą mlekiem i miodem płynącą, a gospodarstwo rodziny Łubów dobrze oddaje to powiedzenie. Oprócz produkcji mleka, imponującej skalą i rozwiązaniami technicznymi, przy gospodarstwie działa pasieka, którą opiekuje się Pan Ryszard, w której żyje 18 rodzin pszczelich.

Podlasie bywa nazywane krainą mlekiem i miodem płynącą - tak można również opisać gospodarstwo rodziny Łuba - pasieką składającą się z 18 rodzin pszczelich zajmuje się Ryszard Łuba Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Podlasie bywa nazywane krainą mlekiem i miodem płynącą - tak można również opisać gospodarstwo rodziny Łuba - pasieką składającą się z 18 rodzin pszczelich zajmuje się Ryszard Łuba Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Własne stado i długie przygotowania

Nowa obora nie była decyzją z dnia na dzień. Jak opowiada hodowca, plany budowy i rozbudowy były „z tyłu głowy” od dawna. Przez lata pracował nad cechami preferowanymi w doju zrobotyzowanym, czyli rozstawem i długością strzyków oraz szybkością oddawania mleka.

Ten wysiłek się opłacił, bowiem do nowego obiektu weszły wyłącznie zwierzęta z własnej hodowli. To przede wszystkim ogranicza ryzyko przenoszenia chorób, a także pokazuje, że konsekwencja w dążeniu do zrealizowania celu inwestycyjnego jest niezwykle ważna, również z ekonomicznego punktu widzenia.

Adaptacja zwierząt w nowym obiekcie przebiegała łagodnie – na początku do dwóch robotów trafiło ok. 30 krów, a kolejne dołączano po kilka sztuk.

Na początku nie chciały za bardzo współpracować, ale dosyć szybko się zaadaptowały – wspomina rolnik.

Pełne „rozdojenie” zajęło jednak nieco ponad rok. Wydajność, która na starcie wynosiła 33–34 litry od krowy dziennie, po roku wyraźnie wzrosła. Dziś jest to średnio ok. 43 l od sztuki. Docelowo w oborze ma być utrzymywane maksymalnie 110 krów, bo – jak mówi hodowca – jest to optymalna obsada na dwa roboty udojowe. Obecnie w doju jest ponad 90 krów.

Do zasiedlenia nowej obory Wojciech Łuba przygotowywał się miesiącami - nie wprowadził do niej żadnego zwierzęcia z zewnątrz, a w pracy hodowlanej poprawa cech przydatnych w doju zautomatyzowanym jest nadal jedną z najważniejszych Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Do zasiedlenia nowej obory Wojciech Łuba przygotowywał się miesiącami - nie wprowadził do niej żadnego zwierzęcia z zewnątrz, a w pracy hodowlanej poprawa cech przydatnych w doju zautomatyzowanym jest nadal jedną z najważniejszych Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Genotypowanie i nowoczesne techniki hodowlane

Sercem strategii hodowlanej jest genotypowanie. Zbadane jest całe stado, a hodowca wykorzystuje wyniki na trzy sposoby. Po pierwsze „wyłapuje” najbardziej wartościowe sztuki, które trafiają do embriotransferu. Do tego widzi, jakie cechy trzeba poprawić u poszczególnych krów i ich potomstwa. Prawdziwą „wisienką na torcie” jest kontrola kazeiny, bowiem celem jest utrzymywanie całego stada A2A2. Obecnie blisko 80% zwierząt ma tę cechę.

W gospodarstwie stosujemy dosyć dużo innowacyjnych technik. Jest to embriotransfer. Stosowane było także OPU i głównym celem jest zrobienie stada z kazeiną A2/A2 – mówi Wojciech Łuba.

Przy wyborze buhajów hodowca patrzy przede wszystkim na indeks PF, przydatność do robotów i kazeinę A2A2.

Następnym aspektem jest indeks PF. Głównie tym indeksem się kieruję. Chociaż są linie, które są typowo pod pokrój, ale to już są dosłownie dwie, trzy linie, a pozostałe stado jest produkcyjne, czyli A2/A2 PF i produkcja – podkreśla.

Do embriotransferu używa nasienia seksowanego od topowych buhajów, a skojarzenia sprawdzane są w programie DOKO pod kątem pokrewieństwa, czyli inbredu. Na jałówki dobierane jest 100% nasienia seksowanego, a na krowy ok. 60%.

Skuteczność krycia jest dobra, stado jest na dosyć wysokim poziomie – tłumaczy.

Hodowca projektując oborę przemyślał każdy detal stawiając zdecydowanie na poprawę dobrostanu zwierząt Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Hodowca projektując oborę przemyślał każdy detal stawiając zdecydowanie na poprawę dobrostanu zwierząt Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Czerwono-białe hf na podium

Nie jest to typowe dla podlaskich obór stado bydła mlecznego, ponieważ ok. 20% stada to odmiana RW, w której gospodarstwo plasuje się w czołówce rankingu Indeksu Hodowlanego PF, zarówno na Podlasiu, jak i w skali kraju. W ubiegłym roku zajęło pierwsze miejsce w kraju w indeksie hodowlanym w tej odmianie, a w bieżącym drugie.

Hodowca zaznacza, że embriotransfer ma na te wyniki największy wpływ. W odmianie RW stado opiera się na dwóch liniach.

Linia produkcyjna, gdzie kładziemy nacisk na produkcję, długowieczność oraz PF, oraz druga linia, linia wystawowa, bo także udaje nam się zdobywać czempiony na regionalnych wystawach. W tym roku na krajowej zdobyliśmy wiceczempiona – opisuje hodowca. Zaznacza przy tym, że jałówki RW startowały w jednej kategorii z odmianą HO.

Osiągnięcia hodowlane od lat są nagradzane na wystawie regionalnej w Szepietowie. Takie wyniki nie są dziełem przypadku, lecz efektem stałego dążenia do doskonałości i eliminowania słabych punktów.

Materiał hodowlany jest też sprzedawany. Z gospodarstwa już cztery buhaje trafiły do stacji unasieniania, a liczba rozpłodników sprzedanych do dalszej hodowli jest znacznie większa, ponieważ sprzedawane są one również do rolników indywidualnych.

Większość stada stanowią czarno-białe hf-y, a odmiana czerwono-biała zajmuje ok. 20% stada Wojciech Łuby - jednak to właśnie w odmianie czerwono-białej jego stado wyróżnia się w skali kraju Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Większość stada stanowią czarno-białe hf-y, a odmiana czerwono-biała zajmuje ok. 20% stada Wojciech Łuby - jednak to właśnie w odmianie czerwono-białej jego stado wyróżnia się w skali kraju Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Rozród pod kontrolą

Rui pilnuje technologia - krowy mają obroże z aktywometrami, a hodowca rano i wieczorem przegląda wykresy aktywności. Wszystkie dane trafiają do systemów zarządzania stadem. W planach jest kolejny krok, czyli przystawka do robota badająca progesteron w mleku.

W codziennej pracy przy zarządzaniu stadem współpracuję z systemem SOL z Polskiej Federacji Hodowców Producentów Mleka. Tam wprowadzam każde zdarzenie oraz DelPro. System od zarządzania robotami. On pokazuje mi ruję, pokazuje mi częstotliwość chodzenia, wskaźnik MDI, czyli jakość – wyjaśnia Wojciech Łuba.

Jeżeli ta aktywność rzeczywiście jest, to robimy krycie – opisuje.

Zabieg inseminacji wykonuje lekarz weterynarii, który przed każdym zabiegiem ocenia w badaniu USG stan macicy i ciałko żółte. Dla Wojciecha Łuby rozród to podstawa.

Żeby mieć mleko, musi być rozród. Jak rozród się położy, to potem nic nie będzie – mówi.

Obora, która dba o dobrostan i najwyższą jakość surowca

Jakość mleka jest badana przy każdym odbiorze, a nie jak w przypadku większości mleczarni - jedynie w wyniku wyrywkowych kontroli odbywających się zwykle 2 razy w miesiącu. Oznacza to, że żadna partia surowca nie trafia do zakładu bez sprawdzenia, a ewentualne uchybienia widać od razu.

W gospodarstwie Wojciecha Łuby pomaga w tym zrobotyzowany dój. System zarządzania robotami na bieżąco pokazuje wskaźniki jakości mleka dla poszczególnych krów, dzięki czemu hodowca może szybko reagować na każdy sygnał ostrzegawczy. Roboty udojowe to jedynie jeden z aspektów robotyzacji w oborze Wojciecha Łuby.

Obora jest dosyć szeroko zautomatyzowana, począwszy od robotów udojowych, następnie podgarniacz do TMR-u, zgarniacz do rusztów. Mamy też automatyczne kurtyny, automatycznie załączane mieszadła, automatyczny system wentylacji, który wylicza współczynnik THI i na podstawie tego dobiera sobie obroty śmigieł – opowiada Wojciech Łuba.

Innowacyjny system wentylacji radzi sobie z chłodzeniem zwierząt nawet w największe upały - dzięki nietypowemu skośnemu ułożeniu ruch powietrza wyczuwalny jest niemal w każdym zakamarku obory Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Innowacyjny system wentylacji radzi sobie z chłodzeniem zwierząt nawet w największe upały - dzięki nietypowemu skośnemu ułożeniu ruch powietrza wyczuwalny jest niemal w każdym zakamarku obory Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Budynek ma cztery rzędy legowisk plus piąty jest dla krów zasuszonych. Wszystkie korytarze tzw. gnojowe, mają po 4 m szerokości. Legowiska wyłożono dwuwarstwowymi materacami, które codziennie posypywane są kredą.

Na legowiskach mamy materace dwuwarstwowe, są to: warstwa rękawa napchanego gumą ciętą plus do tego gruba pianka. To wszystko łącznie ma około ośmiu, dziewięciu centymetrów – opisuje.

Wentylacja robi największe wrażenie. Podczas czerwcowych upałów, gdy na zewnątrz było ponad 40°C, w oborze dzięki systemowi wentylacji powietrze cały czas było mieszane, dzięki czemu wpływ wysokiej temperatury na dobrostan zwierząt był minimalny.

Krowy zasuszone mają dostęp do wybiegu, a porodówka jest na ściółce. Budynek starej obory obecnie zajmuje młodzież hodowlana, a część z niego w najbliższej przyszłości zostanie przebudowana na system bezściółkowy.

Baza paszowa i usługi w polu

Hodowca inwestuje nie tylko w imponującą infrastrukturę, lecz także w bazę paszową. Dzięki podsiewaniu użytków zielonych i ich regularnej renowacji kiszonki z traw, czyli podstawowy komponent dawki, osiągają w analizach wybitne wyniki.

Nasz poziom łąk, które są w gospodarstwie, to jest 95% na obszarze Natura 2000. To są łąki położone na gruntach organicznych. Dosyć trudny teren, ale bardzo za to wdzięczny. Udaje nam się zbierać trawę w granicach 20% białka – mówi Wojciech Łuba.

Wojciech Łuba w szerokim zakresie korzysta z usług rolniczych - od siewu do zbioru - jego priorytetem jest dopilnowanie wszystkich prac w oborze Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Wojciech Łuba w szerokim zakresie korzysta z usług rolniczych - od siewu do zbioru - jego priorytetem jest dopilnowanie wszystkich prac w oborze Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Gospodarstwo liczy ponad 110 ha, z czego ok. 45 ha zajmuje kukurydza, a ok. 43 ha trawy. Średniorocznie zbierane są cztery pokosy traw. Rolnictwo precyzyjne to na razie plan, bo dotąd priorytetem były budynek i hodowla. Prace polowe w dużej mierze zlecane są firmom usługowym.

Z usług korzystamy bardzo szeroko, bo jest od siewu zbóż i kukurydzy, nawet popryskanie kukurydzy, zbiór trawy na kiszonkę, zbiór kukurydzy na kiszonkę, zbiór kukurydzy na ziarno oraz zboża. To wszystko jest wykonywane w ramach usług – wymienia hodowca.