- Jacek Słoma uważa, że rolnicy sami współodpowiadają za to, kto ich reprezentuje. Jako przykład swojego pokolenia wskazuje Michała Kołodziejczaka.
- Rolnik krytycznie ocenia także część starszych działaczy rolniczych. Jego zdaniem wielu z nich z czasem wikłało się w zależności polityczne, biznesowe i towarzyskie.
- Słoma przekonuje, że rolnicy mają znacznie większą niezależność, niż sami dostrzegają. Wzywa środowisko, by bardziej świadomie korzystało z kapitału, wiedzy i wolności, które daje prowadzenie gospodarstwa.
„To my odpowiadamy za to, kto nas reprezentuje”
Jacek Słoma opublikował mocną refleksję dotyczącą kondycji reprezentacji środowiska rolniczego. Rolnik z Podlasia nie przerzuca całej odpowiedzialności na polityków czy liderów organizacji. Przeciwnie – uważa, że część winy leży po stronie samych rolników.
Smutnym, ale jednak faktem jest to, że to my, rolnicy, w całej swojej masie odpowiadamy za to, kto nas reprezentuje na różnych szczeblach – napisał.
W jego ocenie Michał Kołodziejczak jest przykładem problemu dotyczącego obecnego pokolenia rolników.
Kołodziejczak to jest kamyk do ogródka mojego pokolenia rolników – stwierdził Słoma.
Krytyka nie dotyczy tylko jednego nazwiska
Słoma zwraca uwagę, że podobny problem występował również wcześniej. Wspomina o działaczach starszego pokolenia, którzy – w jego ocenie – przez lata budowali swoją pozycję na rolniczych protestach i postulatach, a później wchodzili w coraz silniejsze zależności polityczne, biznesowe czy towarzyskie. Rolnik używa przy tym bardzo ostrych ocen. To jego opinia, a nie stwierdzenie faktu, jednak dobrze pokazuje poziom frustracji wobec sposobu funkcjonowania części rolniczych elit. Zdaniem Słomy problem polega na tym, że przedstawiciele środowiska potrafili wybić się dzięki mobilizacji rolników, ale później tracili niezależność, która początkowo dawała im mandat do działania.
Rolnik ma więcej wolności, niż mu się wydaje
Najciekawsza część jego wypowiedzi nie dotyczy jednak personalnej krytyki. Słoma przekonuje, że współczesne rolnictwo daje właścicielom gospodarstw ogromny poziom niezależności – ekonomicznej, osobistej, politycznej i społecznej. Według niego duża część rolników tworzy dziś klasyczną klasę średnią. Mają ziemię, która pozostaje kapitałem pozwalającym planować w długiej perspektywie. Dysponują często gospodarstwami budowanymi przez kilka pokoleń, zapleczem rodzinnym i praktyczną wiedzą, której nie zdobywa się z dnia na dzień.
Ziemia, wiedza i technologia jako przewaga
Słoma zwraca uwagę, że prowadzenie gospodarstwa wymusza dziś kompetencje wykraczające daleko poza samą produkcję rolną. Rolnicy muszą poruszać się w skomplikowanym systemie administracyjnym, znać zmieniające się przepisy, obsługiwać coraz bardziej zaawansowane maszyny, analizować koszty i podejmować decyzje inwestycyjne. Coraz częściej korzystają też z nowych technologii i sztucznej inteligencji. W wielu lokalnych społecznościach to właśnie właściciele nowoczesnych gospodarstw należą do osób najszybciej wdrażających rozwiązania cyfrowe, automatyzację czy rolnictwo precyzyjne. Słoma sam od lat uczestniczy w publicznej debacie o rolnictwie i protestach rolniczych; w 2024 r. mówił m.in. o wpływie Wspólnej Polityki Rolnej na opłacalność produkcji.
„Pielęgnujmy tę niezależność”
Właśnie ta kombinacja ziemi, kapitału, wiedzy i doświadczenia ma – według Jacka Słomy – dawać rolnikom poziom niezależności, którego wiele innych grup społecznych nie posiada. Jego zdaniem problem polega na tym, że część środowiska nie do końca uświadamia sobie skalę tych przewag. Rolnik apeluje więc, aby nie oddawać własnej niezależności i zacząć wykorzystywać ją nie tylko w prowadzeniu gospodarstw, ale także w działalności publicznej. Pisze o tworzeniu swoistych „agro archipelagów wolności” – środowiska ludzi samodzielnych, świadomych ekonomicznie i odpornych na polityczne zależności.
„Musimy zacząć od siebie więcej wymagać”
Kulminacją jego wypowiedzi jest wezwanie do samokrytyki. Słoma stawia pytanie, czy rolnicy mogą narzekać na jakość swoich przedstawicieli, jeżeli sami przez lata akceptują określony sposób wyłaniania liderów i powierzania im wpływu.
Musimy zacząć od siebie więcej wymagać, bo niestety mamy to, na co sami zasługujemy – podkreśla.
Jego zdaniem bez zwiększenia oczekiwań wobec własnych liderów trudno będzie zmienić sposób reprezentowania rolników w polityce, organizacjach branżowych czy instytucjach. To również jeden z najmocniejszych elementów jego wystąpienia: odpowiedzialność za kondycję środowiska nie kończy się na politykach. Według Słomy zaczyna się znacznie wcześniej – w samym środowisku rolniczym.
Rolnicy jako silna grupa społeczna
Wypowiedź Słomy jest gorzka, ale jednocześnie zawiera wyraźnie pozytywny przekaz dotyczący potencjału polskiej wsi. Rolnik nie przedstawia gospodarzy jako grupy bezradnej i uzależnionej od decyzji państwa. Przeciwnie – opisuje ich jako ludzi posiadających ziemię, majątek, doświadczenie, wiedzę technologiczną i możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Jego zdaniem właśnie z tego kapitału powinna powstać silniejsza, bardziej niezależna reprezentacja środowiska. Bo jeśli rolnicy sami nie będą wymagać więcej od swoich przedstawicieli, trudno oczekiwać, że poziom tej reprezentacji zmieni się sam.
Źródło: wypowiedź Jacka Słomy w mediach społecznościowych