- Ursus U-510 z kolekcji Wojciecha Burego pojawił się na Agro Show jako rzadki prototyp serii U, która miała stać się nową rodziną polskich ciągników.
- Seria U obejmowała cztery modele i nowe silniki (S24, S34, S35, S44), a do połowy 1972 r. zbudowano i przebadano ok. 35–36 prototypów oraz ok. setkę jednostek napędowych.
- Produkcję seryjną zablokowała decyzja polityczna po grudniu 1970 r., a zamiast własnej konstrukcji wybrano zachodnią licencję Massey Fergusona.
Wspominaliśmy już o pojazdach klasycznych na Agro Show. Wśród wielu zabytków, Ursus U-510 wzbudzał sporo skrajnych emocji. Z jednej strony się podobał jako dojrzała konstrukcja i po prostu ładny, polski projekt z początku lat 70. Z drugiej strony niektórzy robili się na twarzy niemal czerwoni ze złości, a w głowie pojawiała się myśl: „dlaczego tego nie produkowaliśmy… „
Jest czego żałować, bo prototypowa seria U była już mocno dopracowana, a fabryka szykowała się do wdrożenia planu produkcji. Dzisiaj ten konkretny U-510 należy do Wojciecha Burego, właściciela Muzeum Motoryzacji Motonostalgia w Nieborowie. Warto jednak wspomnieć, że właściciel firmy Bury Maszyny Rolnicze od lat gromadzi najrzadsze Ursusy, a kolekcja prototypowych modeli serii U jest jednym z jej najciekawszych elementów. Jeszcze niedawno brakowało w niej właśnie U-510. Po jego pozyskaniu można już mówić o kompletnej reprezentacji podstawowej rodziny U. Traktor miał premierę w muzeum w sierpniu tego roku, o czym informowaliśmy w tekście poniżej.
U-510 lśniący na lotnisku w Bednarach jest dobrym pretekstem, żeby przypomnieć, czym właściwie miała być seria U.
Nie jeden nowy Ursus, ale cała rodzina
Pomysł na serię U pojawił się pod koniec lat 60. W Ursusie zdawano sobie sprawę, że dotychczasowa gama ciągników zaczyna się starzeć i potrzebna będzie zupełnie nowa konstrukcja. Poza tym dotychczas produkowano w Warszawie kompletnie różne konstrukcje, co bywało problematyczne nie tylko dla fabryki, ale także dla kooperantów, serwisów i użytkowników.
Założenie było zatem ambitne: zamiast opracowywać każdy model osobno, konstruktorzy chcieli stworzyć całą rodzinę ciągników wykorzystujących możliwie dużo wspólnych elementów.
W planach znalazły się cztery podstawowe modele: U-310 – 2 cyl./30 KM, U-510 – 3-cyl./45 KM, U-610 – 3 cyl./60 KM, U-710 – 4 cyl./75 KM. Do ich napędu opracowano odpowiednio silniki S24, S34, S35 i S44. Do połowy 1972 r. zbudowano i przebadano ok. 35 - 36 prototypowych ciągników serii U oraz ok. setki silników.
U-510, czyli 45 KM z trzech cylindrów
W prezentowanym na Agro Show ciągniku pracuje 3-cylindrowy silnik S34. Miał on pojemność 3,14 l. Jednostka ważyła ok. 320 kg, a jednostkowe zużycie paliwa w zakresie pracy podanym w dokumentacji oscylowało w okolicach 175 g/KMh. Dzisiaj te liczby mogą nie robić wielkiego wrażenia, warto jednak pamiętać, że mówimy o konstrukcji z początku lat 70., która miała być produkowana w zupełnie innej rzeczywistości przemysłowej.
Na górze tej drabinki znajdował się 4-cylindrowy S44 o pojemności 4,18 l. Przy 2300 obr./min osiągał 75 KM, a przy 2800 obr./min dokumentacja podaje ok. 85 KM. Ten silnik przewidziano dla modelu U-710. Konstruktorzy rozwijali tę rodzinę dalej, m. in. o 6-cylindrowy S64 przeznaczony do innych zastosowań, w tym do napędu kombajnów, a w przyszłości być może do ciągników, które zastąpić miały serię ciężką.
Sprawdzano między innymi poprawność rozwiązań konstrukcyjnych, osiągane parametry i trwałość silników. Według dostępnych materiałów wyniki badań były pozytywne i pozwoliły zakończyć prace nad rodziną silników.
Silnik były tylko jednym z elementów całej układanki. Pojazdy miały także otrzymać całe nowe transmisje i napędy. Jednym z ciekawszych rozwiązań był Trimat, czyli trzybiegowy wzmacniacz momentu, opracowany przez zespół związany z Politechniką Warszawską. Wykorzystywał przekładnię planetarną i hydrauliczne sterowanie. Rozwiązanie zastosowano w kilku prototypach, w tym w dwóch U-710.
U jak unifikacja
Dzisiaj wspólna platforma dla kilku modeli nikogo nie dziwi. Producent bierze jeden projekt, zmienia rozstaw osi, silnik, skrzynię czy wyposażenie i na tej samej bazie buduje kilka ciągników o różnych mocach. W Ursusie próbowano zrobić coś podobnego już ponad pół wieku temu. Nie był to pomysł nowatorski, bo już wtedy wielu producentów tak produkowało ciągniki.
Do połowy 1972 r. wykonano i przebadano ok. 35 - 36 ciągników nowej serii, które także były podzielone na egzemplarze wcześniejsze i późniejsze. Pojazdy z lat 1971 – 72 są bardziej kanciaste z wyglądu i mają żółty kolor.
Część z prototypów trafiła później do różnych instytucji i gospodarstw. Niektóre były normalnie użytkowane. Inne zniknęły z pola widzenia. Dlatego dzisiaj każdy zachowany egzemplarz ma dużą wartość dokumentacyjną.
Dlaczego seria U przepadła?
Skoro konstrukcja była gotowa, silniki przebadane, zbudowano kilkadziesiąt prototypów, to dlaczego nie zaczęto ich produkować? Odpowiedź nie jest związana z jakimś problemem technicznym. To była decyzja polityczna.
Pod koniec 1970 r. Ursus szykował się do wdrożenia programu produkcji, miały wejść modele pośrednie, by od połowy lat 70. wprowadzić na rynek modele serii U. Ważnym aspektem miała być współpraca z Renault, która miała zostać podpisana na początku 1971 r. Jednak wszystko wywróciły wydarzenia z Pomorza z grudnia 1970 r. Do władzy doszła ekipa Edwarda Gierka, która nie chciała słyszeć o nowych modelach. Zmieniono koncepcję rozwoju polskiego przemysłu. Zamiast inwestować w dalsze rozwijanie własnych konstrukcji, zdecydowano się na zakup zachodnich licencji. W przypadku ciągników wybrano ostatecznie Massey Fergusona.
- Decyzja rządu, akceptująca nasz projekt rozwoju przemysłu ciągnikowego była już gotowa. Na początku grudnia dostaliśmy wiadomość od ministra Hrynkiewicza, że uzgodniono już z wicepremierem Jaroszewiczem ostatnie szczegóły decyzji rządu. Jeszcze dwa tygodnie upłynęły na szlifowaniu tekstu uchwały. W przeddzień wniesienia jej na prezydium rządu, na Wybrzeżu rozległy się strzały. Ekipa Gomułki upadła. Miejsce Hrynkiewicza w rządzie zajął Tadeusz Wrzaszczyk - wspominał Tadeusz Maliszewski, dyrektor techniczny ZM Ursus, cytowany na łamach Ekspresu Reporterów z 1982 r.
Nie oznacza to oczywiście, że seria U była automatycznie lepsza od Massey Fergusona. Angielskie ciągniki nie były złe. Problem polegał na źle skonstruowanej umowie i zbyt ambitnych planach inwestycyjnych. Wracając do serii U to oczywiście prototypy zapowiadały całkiem niezły produkt. Można je było zbadać, zmierzyć i porównać konstrukcyjnie, ale nie można było wtedy wiedzieć, jak wyglądałaby ich trwałość po 10 czy 20 latach pracy w tysiącach gospodarstw. Jedno jest natomiast pewne: seria U nie dostała szansy na taki test.
U-510 wrócił po latach
Dlatego stojący w Bednarach U-510 był czymś więcej niż zabytkowym ciągnikiem. To jeden z materialnych śladów projektu, który został zatrzymany właściwie w momencie, gdy był już bardzo blisko produkcji.
W czasie pierwszego pokazu Ursusa U-510 w muzeum w sierpniu 2026 r., zostały zorganizowane pomiary mocy niektórych eksponatów. Polski ciągnik wypadł bardzo dobrze. Na hamowni Agro Eco Power osiągnął praktycznie fabrycznie deklarowaną moc, wynoszącą około 45 KM. To o tyle interesujące, że mamy do czynienia z konstrukcją mającą już ponad pół wieku, która mimo swojego prototypowego charakteru nadal może pokazać parametry zakładane przez konstruktorów.
Więcej o szukaniu przez Wojciecha Burego brakującego w kolekcji modelu U-510 napisaliśmy w tekście poniżej:
Największa kolekcja prototypowych Ursusów
Ursus U-510 jest tylko jednym z wielu wyjątkowych ciągników znajdujących się w kolekcji Wojciecha Burego. Muzeum Motonostalgia w Nieborowie od lat gromadzi prototypowe i nietypowe konstrukcje Ursusa (i nie tylko Ursusa). W kolekcji znajdują się m.in. kolejne ciągniki serii U, ale również inne rzadkie modele i prototypy.
Placówka w Nieborowie jest obecnie jedynym miejscem w Polsce, w którym można zobaczyć jednocześnie wszystkie cztery podstawowe modele rodziny U.
Muzeum jest czynne w weekendy i święta, od maja do końca października, więc chętni mają ostatnią szansę na wizytę w placówce w tym roku. Obok muzeum działa bardzo dobra restauracja z lokalnymi daniami. Warto się tam wybrać.