• Ursus 3512 kupiony w 1998 r. za 35 100 zł przez 26 lat był głównym ciągnikiem w ok. 6-hektarowym gospodarstwie Tomasza Lewickiego i dziś ma ok. 2750 mth.
  • Modernizacja z 2021 r. – trzysekcyjny ładowacz czołowy – wyraźnie zwiększyła zastosowania Ursusa 3512, choć przy cięższych ładunkach potrzebne było dociążenie tylnej osi.
  • Właściciel wskazuje ograniczenia hydrauliki (brak jednoczesnej pracy ładowacza i podnośnika) i planuje wspomaganie kierownicy z orbitrolem za ok. 3 tys. zł.

Pod koniec lat 90. Ursus nie znajdował się już w najlepszej sytuacji. Warszawskie zakłady przechodziły trudną restrukturyzację, a oferowane ciągniki coraz mocniej odczuwały konkurencję nowocześniejszych, choć zdecydowanie droższych konstrukcji zachodnich.

Sam Ursus 3512 także nie był wówczas techniczną nowością – jego korzenie sięgały licencyjnych ciągników Massey Ferguson 255 wprowadzonych do produkcji jeszcze w latach 80. Po wygaśnięciu licencji, traktory zmieniły nazwę z MF na Ursusa, ale konstrukcja została praktycznie niezmieniona i w kolejnych latach poddawana jedynie niewielkim modyfikacjom. Mimo to dla rolnika przesiadającego się na Ursusa 3512 z C-330 czy C-360 taka zmiana oznaczała zauważalny krok naprzód.

Traktor oferował nieco większy komfort pracy, wygodniejszą zmianę biegów, dużą zwrotność i całkiem sprawny jak na swoją epokę układ hydrauliczny. Jednocześnie zachował to, co dla wielu gospodarstw było najważniejsze – prostą konstrukcję, niewielkie zużycie paliwa i niskie koszty eksploatacji.

Trzysekcyjny ładowacz czołowy zdecydowanie zwiększył spektrum zastosowania Ursusa 3512 Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki
Trzysekcyjny ładowacz czołowy zdecydowanie zwiększył spektrum zastosowania Ursusa 3512 Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki

Z C-360 na Ursusa 3512

Właśnie taki ciągnik w 1998 r. pojawił się w gospodarstwie prowadzonym dzisiaj przez Tomasza Lewickiego, rolnika z powiatu przasnyskiego. Ursus 3512 zastąpił wtedy w gospodarstwie C-360.

– W tamtych latach kosztował 35 100 zł. Na tę cenę składała się komfortowa kabina z ogrzewaniem i płaską podłogą oraz szerokie opony z tyłu – wspomina właściciel.

Nowa kabina z firmy Koja dawała również jako takie wyciszenie, a także uchylany szyberdach oraz tylną szybę. Częściowo płaska podłoga była wygodniejsza do zajmowania miejsca i pracy. Ogrzewanie działało też całkiem dobrze.

Przez kolejnych 26 lat 3512 pełnił funkcję głównego ciągnika w około 6-hektarowym gospodarstwie. Dziś ma przepracowane około 2750 motogodzin. Nie można więc powiedzieć, że był intensywnie eksploatowany. 

W międzyczasie gospodarstwo zwiększyło areał i pojawił się w nim kolejny, większy ciągnik. Ursus nie został jednak odstawiony. Obecnie pracuje przede wszystkim jako maszyna pomocnicza, choć trochę ulepszona.

Kabina Urusa 3512 z firmy Koja Smolniki dawała ponadstandardowy komfort pracy operatora Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki
Kabina Urusa 3512 z firmy Koja Smolniki dawała ponadstandardowy komfort pracy operatora Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki

Ładowacz odmienił pracę ciągnika

Jedną z najważniejszych modernizacji było zamontowanie w 2021 r. trzysekcyjnego ładowacza czołowego wraz z osprzętem. Dzięki temu zakres zastosowań niewielkiego Ursusa znacznie się zwiększył.

Ładowacz został podłączony do dwóch tylnych wyjść hydraulicznych ciągnika. Żeby z niego korzystać, trzeba odpowiednio ustawić znajdującą się pod siedzeniem dźwignię rozdzielającą hydraulikę oraz ustawić podnośnik na stały wydatek pompy. 

Maksymalny udźwig ładowacza deklarowany przez producenta wynosi około 650 kg, jednak właściciel przyznaje, że zdarzało mu się podnosić również ładunki o masie około 700–750 kg. Przy cięższej pracy potrzebne jest już odpowiednie dociążenie tylnej osi – tu gospodarz zastosował obciążnik „samoróbkę”, wykonany ze starej beczki.

– Przy większym obciążeniu albo bardzo mokrej sianokiszonce, szczególnie zimą, kiedy jest ślisko, taki obciążnik dobrze się sprawdza – wyjaśnia rolnik.

Hydraulika ma swoje ograniczenia

Ładowacz pokazał również największą zdaniem właściciela wadę konstrukcji 3512. Oryginalny układ hydrauliczny nie pozwala bowiem na jednoczesną pracę ładowacza i tylnego podnośnika.

– To właściwie jedyny minus, który zauważam. W momencie, gdy używa się ładowacza czołowego, nie jesteśmy w stanie operować podnośnikiem z tyłu – mówi Tomasz Lewicki.

Nie jest to rozwiązanie mogące konkurować z hydrauliką współczesnych ciągników, ale w niewielkim gospodarstwie nadal pozwala sprawnie wykonać wiele prac. Sam tylny podnośnik 3512 miał udźwig przekraczający 1,3 t, a podstawowy układ hydrauliczny dysponował wydatkiem pompy rzędu 17 l/min.

Traktor dzisiaj służy w gospodarstwie jako pomocniczy, ale ciągle jest bardzo ważny Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki
Traktor dzisiaj służy w gospodarstwie jako pomocniczy, ale ciągle jest bardzo ważny Fot. Materiały czytelnika / T.Lewicki

Następny krok – wspomaganie kierownicy

Po zamontowaniu ładowacza bardziej odczuwalny stał się brak wspomagania kierownicy. Dlatego kolejną zmianą planowaną przez właściciela jest montaż układu hydraulicznego z orbitrolem.

Na rynku dostępne są kompletne zestawy przeznaczone do tego modelu, które można zamontować również we własnym zakresie. Według rozeznania właściciela koszt takiej modernizacji to około 3 tys. zł. Jak mówi gospodarz, sam montaż wspomagania nie powinien przysporzyć problemu, bo nie ma problemu zarówno z montażem pompy wspomagania czy wymiany kolumny kierowniczej na orbitrol. 

Dzisiaj 3512 nie musi już wykonywać wszystkich ciężkich prac w gospodarstwie. Najczęściej współpracuje z ładowaczem czołowym oraz kosiarką rotacyjną. Mimo wieku nadal znajduje więc dla siebie zajęcie.

- Zaletą szczególnie w tych czasach jest to, że ten traktor jest bardzo oszczędny. Części są dostępne i tanie – podsumowuje Tomasz Lewicki.