- Wirusolog prof. Tomasz Dzieciątkowski ocenia, że ryzyko dla ludzi związane z wirusem Shamonda jest dziś bliskie zera, bo brak dowodów na transmisję człowiek–człowiek.
- Francuskie służby sanitarno-epidemiologiczne zgłosiły pierwszy w historii przypadek zakażenia człowieka wirusem Shamonda, a śledztwo ma ustalić jego rolę w zgonie pacjenta.
- Ekspert podkreśla, że do zakażenia potrzebny jest wektor – krwiopijne kuczmany – oraz że nie ma dowodów na mutację wirusa Shamonda umożliwiającą zakażanie ludzi.
Zaznaczył też, że nie ma – wbrew spekulacjom mediów – żadnych dowodów na zmutowanie wirusa Shamonda, który zakaziłby człowieka.
O pierwszym w historii zakażeniu człowieka wirusem Shamonda poinformowały francuskie władze sanitarno-epidemiologiczne w czwartek 22 października. Pacjent był poważnie chory i miał znacznie obniżoną odporność, a obecnie prowadzone jest śledztwo, które ma ocenić, czy zakażenie było główną przyczyną jego zgonu, czy tylko w jakimś stopniu się do niego przyczyniło.
– W mojej ocenie zagrożenie dla ludzi ze strony wirusa Shamonda jest aktualnie bliskie zera. Po pierwsze, nawet w przypadku naturalnego gospodarza, jakim jest bydło, nie dochodzi do transmisji tego wirusa z jednego zwierzęcia na drugie. Podobnie jest najprawdopodobniej u ludzi – nie mamy dowodów, by był on przenoszony bezpośrednio z człowieka na człowieka – powiedział dr hab. Tomasz Dzieciątkowski z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Czy wirus Shamonda przenosi się z człowieka na człowieka?
Dodał, że niezbędny do tego jest wektor, którym są krwiopijne muchówki z rodziny kuczmanów, przypominające meszki.
– Do tej pory człowiek w ogóle się tym wirusem nie zakażał; podobnie jak innymi zbliżonymi wirusami. To jest jak dotąd jedyny taki przypadek – podkreślił wirusolog. Za przykład podał wirusa Schmallenberg, który jest przenoszony przez te same owady i wywołuje chorobę u przeżuwaczy (w tym u owiec i krów). Stanowi on od kilkunastu lat problem w medycynie weterynaryjnej, ale nie zdarzyło się do tej pory, by zaraził człowieka.
– Należy też podkreślić, że pacjent, który był zakażony wirusem Shamonda, był pacjentem obarczonym wieloma chorobami, z dysfunkcjami układu odpornościowego. Co za tym idzie, nie można i nie wolno nam ekstrapolować tego jednego przypadku na całą populację, zwłaszcza że nie znamy momentu ani sposobu, w jaki dana osoba się zakaziła – tłumaczył prof. Tomasz Dzieciątkowski.
Wirus SHAV w Europie: wykrycia u bydła i brak dowodów na mutację
W 2026 r. w sierpniu wykryto po raz pierwszy w niemieckim Instytucie Friedricha Loefflera nową linię wirusa Shamonda u bydła w Niemczech (Badenia-Wirtembergia), a także w Szwajcarii i we Francji.
Wbrew spekulacjom medialnym nie ma żadnych dowodów na zmutowanie wirusa Shamonda, który zakaziłby człowieka – podkreślił prof. Tomasz Dzieciątkowski.
Wirus Shamonda (wirus SHAV) należy do wirusów RNA rodzaju Orthobunyavirus i rodziny Peribunyaviridae, serogrupy Simbu. Wirusolog przypomniał, że pierwsza izolacja tego wirusa miała miejsce w Nigerii w 1965 r.
– Przypadki łagodnych zakażeń u bydła trafiały się w Afryce, rzadziej w Japonii. Najczęściej przebiegały z:
- gorączką,
- osłabieniem,
- brakiem apetytu,
- biegunką
- zaburzeniami laktacji u bydła mlecznego.
Podkreślił, że największy problem stanowiły zakażenia u krów cielnych. U nich mogło dochodzić do spontanicznych poronień, martwych urodzeń oraz do pewnych wad wrodzonych u potomstwa (jak np. sztywności stawów, wady rozwojowej mózgu).
Co mówi ECDC o wirusie Shamonda (SHAV)?
Jak podaje Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), latem 2026 r. po raz pierwszy wykryto wirusa SHAV u zwierząt gospodarskich w Europie. Objawy kliniczne u zwierząt zaczęto odnotowywać w czerwcu, a samego wirusa zidentyfikowano pod koniec lipca. Od tego czasu stwierdzono jego obecność u zwierząt gospodarskich w:
- Austrii,
- Belgii,
- Francji,
- Niemczech,
- Irlandii,
- Włoszech,
- Liechtensteinie,
- Luksemburgu,
- Holandii,
- Portugalii,
- Hiszpanii
- i Szwajcarii,
- na wyspie Jersey.
– Należy jednak zaznaczyć, że – wbrew temu, co piszą media – nie ma żadnych dowodów na zmutowanie wirusa Shamonda, który zakaziłby człowieka – podsumował prof. Tomasz Dzieciątkowski.
