- Prezes Agro Gobarto Jacek Jagiełłowicz podkreślił, że Polska powinna poprawiać efektywność i jakość produkcji trzody, zamiast dążyć do wzrostu pogłowia za wszelką cenę
- Około 40 proc. tuczników ubijanych w Polsce ma pochodzić z duńskich warchlaków, a niższa wydajność rozrodu (22–23 prosięta/lochę) zwiększa zależność od importu
- Wśród barier dla sektora wymieniono ASF, ograniczenia eksportowe, presję importową oraz trudności w budowie nowych obiektów inwentarskich i rosnące wymogi dobrostanowe w UE
- O wyzwaniach dla branży trzody będziemy rozmawiać już 18 listopada podczas Narodowych Wyzwań w Rolnictwie. Już dziś zgłoś swój udział w wydarzeniu!
Swoją prelekcję Jacek Jagiełłowicz rozpoczął od zaprezentowania najważniejszych danych dotyczących europejskiej produkcji trzody chlewnej. Ekspert zwrócił uwagę na fakt, że w ostatnich latach w wielu obszarach nie widzieliśmy większych zmian – dotyczy to między innymi pogłowia zwierząt, liczby ubijanych świń czy wymiany handlowej. Niemniej w najbliższych latach sytuacja może się zmienić, choćby w postaci spadku pogłowia zwierząt.
Ekspert zaprezentował także dane dotyczące pogłowia świń w Polsce. Jego zdaniem błędnym byłoby koncentrowanie się wyłącznie na zwiększaniu liczby zwierząt:
- Ważniejsze jest pytanie, jak poprawić efektywność i jakość produkcji oraz jak zmienić strukturę stada. Nie powinniśmy dążyć do określonego poziomu pogłowia za wszelką cenę, bez uwzględnienia wyników ekonomicznych gospodarstw. W Polsce ubija się około 19–20 milionów świń rocznie. Uważam, że przy odpowiednio wysokiej wydajności i dobrze zorganizowanej produkcji krajowej nawet przy aktualnym pogłowiu Polska mogłaby być o wiele bardziej samowystarczalna pod względem wieprzowiny – mówił prezes Agro Gobarto.
Niemal połowa krajowej produkcji pochodzi z duńskiego warchlaka
Ekspert zwracał uwagę także na efektywność rozrodu. Nie mamy wprawdzie precyzyjnych danych na ten temat, niemniej szacunkowa wydajność lochy w Polsce kształtuje się na poziomie 22-23 prosiąt rocznie. To o kilkanaście zwierząt mniej niż w Danii. Gdybyśmy dogonili w tej kwestii Duńczyków to okazałoby się, że nawet bez wzrostu pogłowia macior w znacznym stopniu udałoby się zmniejszyć import warchlaków.
Jagiełłowicz zwrócił uwagę na to, że z około 20 milionów ubijanych w Polsce tuczników, około 40 proc. pochodzi z importowanych z Danii warchlaków. Jeśli skala importu się utrzyma, to w tym roku będziemy mieli kolejny rekord.
Rozdrobnienie gospodarstw i kierunki wsparcia
Prezes Agro Gobarto zwrócił też uwagę na wciąż niekorzystną strukturę produkcji w krajowych gospodarstwach. Według przytoczonych przez niego danych stada liczące więcej niż 1000 sztuk stanowią obecnie zaledwie 5,5 proc. wszystkich gospodarstw, a odpowiadają za blisko 60 proc. całej krajowej produkcji wieprzowiny. Jego zdaniem proponowane przez resort rolnictwa formy wsparcia powinny być kierowane przede wszystkim do tych producentów, którzy gwarantują dostawy dużych partii zwierząt na rynek. Nie chodzi o wypieranie małych producentów z rynku, ale o to by wsparcia państwa utrwalało właściwy ekonomicznie model produkcji.
Wyzwania i szanse
Jagiełłowicz zwrócił uwagę na to, że wpływ na sytuację w branży ma bardzo wiele czynników. Wskazał między innymi na ogniska ASF w Europie, ograniczenia eksportowe, zmiany popytu na rynku chińskim oraz presję cenową związaną z importem. Zmiany w światowym handlu mogą pogłębiać kryzys, ale mogą również stworzyć szansę na przebudowę krajowej produkcji. Jeśli pogłowie w Europie będzie się zmniejszać, a część producentów ograniczy działalność, Polska powinna wykorzystać ten czas na poprawę konkurencyjności.
Warto obserwować sytuację w krajach takich jak Niemcy, Holandia i Dania, gdzie zmieniają się warunki produkcji i wymagania dotyczące dobrostanu zwierząt. Nowe regulacje mogą wiązać się z dodatkowymi kosztami, a w konsekwencji prowadzić do ograniczenia liczby utrzymywanych zwierząt. Skala tych zmian oraz przywołane w prezentacji prognozy wymagają weryfikacji.
Najważniejsze zagrożenia
Ekspert wskazał tez na najważniejsze zagrożenia i ograniczenia stojące przed krajową produkcją trzody. Jednym z nich jest ograniczanie możliwości budowy nowych obiektów inwentarskich. Jeżeli bariery administracyjne i brak społecznej akceptacji będą się utrzymywać, rozwój sektora może stać się jeszcze trudniejszy.
Kolejnym problemem pozostają choroby zakaźne, w tym ASF, oraz związane z nimi ograniczenia eksportowe, koszty bioasekuracji i straty finansowe. Mimo postępów w zwalczaniu choroby zagrożenie nie zniknęło.
Nie można też pomijać zależności od importowanego warchlaka. Na jego dostawach opiera się działalność wielu hodowców, zakładów ubojowych i firm transportowych. Nagłe ograniczenie importu mogłoby więc wpłynąć na cały łańcuch dostaw. Jednocześnie nadmierna zależność od zagranicznych dostawców osłabia krajową samowystarczalność.
Dlatego branża powinna skupić się na działaniach, na które ma realny wpływ. Potrzebne są współpraca, wspólny głos producentów i konkretne rozwiązania poprawiające efektywność gospodarstw.
Zdaniem Jagiełłowicza, jednym z priorytetów branży powinna być poprawa wyników produkcyjnych, w tym plenności, wykorzystania paszy i ogólnej efektywności. Niezbędne są rzetelne dane porównawcze które pozwolą producentom ocenić wyniki swoich gospodarstw na tle innych.
Ważne jest także zabezpieczenie krajowego rynku i budowanie świadomości konsumentów. Wybór polskich produktów może wspierać rodzimych producentów, ale powinien iść w parze z konkurencyjną ceną, wysoką jakością i czytelną informacją o pochodzeniu mięsa.