• Ponad 1500 ha, 320 krów mamek i trzoda chlewna – gospodarstwo Przybylskich z Lubelszczyzny łączy produkcję roślinną i zwierzęcą w jeden spójny system.
  • Własne pola dostarczają paszy dla bydła i świń, a część gruntów przeznaczona jest na wypas, ograniczając koszty produkcji.
  • Plan na najbliższe lata zakłada wzrost stada z 500 do 3500 loch oraz zwiększenie liczby krów mamek do 400 sztuk.
  • Kolejnym etapem rozwoju mają być trzy biogazownie, w tym instalacja produkująca biometan z odchodów pochodzących z własnej produkcji zwierzęcej.
  • Zobacz reportaże z wszystkich gospodarstw biorących udział w tegorocznej edycji konkursu Innowacyjny Farmer.

Dla Adama Przybylskiego zdywersyfikowana konstrukcja nie jest dodatkiem, a podstawą prowadzenia gospodarstwa możliwie najbardziej odpornego na wszelkie kryzysy. Duże i wydajne maszyny są tu potrzebne, żeby pracę wykonać szybko, ale nie to decyduje o sukcesie. Najważniejsze jest to, że produkcja zwierzęca i roślinna wzajemnie się uzupełniają.

Od jednej gałęzi do wielu

Dzisiejszy kształt tego lubelskiego gospodarstwa to efekt kilkudziesięciu lat stopniowego dokładania kolejnych działów. Od początku istnienia gospodarstwa budowanego przez Stanisława Przybylskiego, czyli ojca Adama, to produkcja zwierzęca była kierunkiem najważniejszym. Po latach, zaczęły pojawiać się kolejne zwierzęta, a gospodarstwo rosło w swojej stabilności.

Nasza działalność rozpoczęła się w 1992 roku w Sawinie od trzody chlewnej i od tamtego momentu stopniowo to rozwijamy – mówi Adam Przybylski.

Słowo „stopniowo" dobrze oddaje filozofię całego przedsięwzięcia. Gospodarstwo nie powstało z dnia na dzień, a kolejne gałęzie dochodziły wtedy, gdy poprzednie ugruntowały swoją pozycję w strukturze gospodarstwa. Kolejnym krokiem było rozpoczęcie następnego działu produkcji zwierzęcej - rodzina Przybylskich zaczęła od niewielkiej liczby krów, a później sukcesywnie powiększali stado.

Bydło mięsne mamy od 2009 roku. Zaczęliśmy od 50 sztuk. Na ten moment mamy ponad 320 mamek – opowiada rolnik.

Dla gospodarstwa z kilkunastoletnią historią hodowli bydła mięsnego to dziś nie dodatek, ale pełnowymiarowy filar. Tak zbudowane gospodarstwo ma dwie rozbudowane gałęzie zwierzęce, które opierają się na wspólnym zapleczu polowym.

Bydło mięsne jest utrzymywane w gospodarstwie od 2009 roku - obecnie liczy 320 krów matek Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Bydło mięsne jest utrzymywane w gospodarstwie od 2009 roku - obecnie liczy 320 krów matek Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Pola, które pracują na oborę i chlewnię

Uprawy w gospodarstwie nie są oderwane od produkcji zwierzęcej. Część roślin ma wyraźnie przypisanego odbiorcę, a rodzaj uprawy dobierany jest tak, żeby odpowiadał na potrzeby konkretnej grupy zwierząt. Podstawą zasiewów są dwie rośliny, ale to dodatkowe uprawy pokazują, jak działa cały system - ich dobór jest efektem zapotrzebowania stad, a nie przypadkiem.

Struktura zasiewów w naszym gospodarstwie to głównie pszenica i rzepak. Dodatkowymi uprawami są: jęczmień dla stada podstawowego loch, bo chodzi o włókno oraz kukurydza w ilości 200–400 hektarów w zależności od sezonu – wyjaśnia Adam Przybylski.

Wielkość poszczególnych upraw zależy od potrzeb zwierząt - powierzchnia kukurydzy zmienia się z roku na rok, a jęczmień pojawia się w polu z konkretnego powodu żywieniowego. Gospodarstwo wykorzystuje także produkty uboczne przemysłu rolno-spożywczego, ale z roślin wyprodukowanych we własnym gospodarstwie. Znajdujące się w strukturze upraw buraki cukrowe najpierw trafiają do cukrowni, a w zamian do gospodarstwa wracają wysłodki jako pasza dla stada podstawowego krów mięsnych.

Każda z tych roślin znajduje więc swojego odbiorcę w oborze lub w chlewni. Zboża i kukurydza, buraki i słoma stają się komponentem dawki pokarmowej, a nie towarem sprzedawanym poza gospodarstwo. Dzięki temu gospodarstwo ogranicza zależność od zewnętrznych dostaw pasz.

W obsłudze tak dużej powierzchni duże i wydajne maszyny są podstawą zarówno w uprawie jak i zbiorach plonów. Głównym „wołem pociągowym” jest traktor John Deere 9RX620, ale w parku maszynowym znajdują się również ciągniki innych marek jak Fendt czy stare Ursusy. Wiele maszyn wyposażonych jest w systemy nawigacji co w połączeniu z prowadzeniem równoległym z dokładnością do 2,5 cm przynosi realne oszczędności w uprawie.

Ciągnik do najcięższych prac polowych - John Deere 9RX620 Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Ciągnik do najcięższych prac polowych - John Deere 9RX620 Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Własna mieszalnia na wszystkie grupy zwierząt

Spoiwem całego układu jest pasza. W gospodarstwie funkcjonuje własna mieszalnia, która zaopatruje różne grupy zwierząt o odmiennych potrzebach. Własna produkcja pasz daje dużą stabilność w żywieniu, a także niebagatelne znaczenie ma tu ekonomia – własna produkcja jest po prostu tańsza.

Mamy własną mieszalnię, w której robimy sami paszę dla całego stada podstawowego, trzody chlewnej i dla opasów, które tuczymy systemem na sucho – mówi rolnik.

Mimo wielu nowoczesnych maszyn swoją funkcję pełni również stary poczciwy Ursus 1222 - obsługuje mieszalnię pasz i rozwozi gotową mieszankę pomiędzy obiektami Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Mimo wielu nowoczesnych maszyn swoją funkcję pełni również stary poczciwy Ursus 1222 - obsługuje mieszalnię pasz i rozwozi gotową mieszankę pomiędzy obiektami Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Jedna mieszalnia obsługuje więc zarówno chlewnię, jak i oborę, choć każda grupa dostaje inną dawkę. Stado podstawowe krów mamek jak również buhaje rozpłodniki dostają paszę w tradycyjny sposób. Skład dawki opiera się na surowcach, które w znacznej części pochodzą z własnych pól.

Stado podstawowe krów jest żywione tradycyjnie paszowozem. Zadawana jest pasza objętościowa na stół paszowy. Składem tej paszy jest sianokiszonka z żyta, DDGS i kiszonka z kukurydzy – opisuje.

Opasy żywione są na sucho, co oznacza, że ich dawka składa się wyłącznie z pasz treściwych oraz słomy zbożowej - zadawanych do woli.

Stosujemy system żywienia suchego, który nam usprawnił i zmniejszył nakład prac związanych z produkcją opasów – tłumaczy Przybylski.

W gospodarstwie Przybylskich opasy żywione są na sucho od kilku lat Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
W gospodarstwie Przybylskich opasy żywione są na sucho od kilku lat Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

System żywienia opasów na sucho z sukcesami stosowany jest już od kilku lat, a w tym roku doczekał się realizacji kolejnego projektu. Nowy paszociąg ma jeszcze bardziej odciążyć ludzi w codziennej obsłudze, a także ograniczyć straty paszy spowodowane zaleganiem jej nadmiernej ilości na stole paszowym.

W tym momencie zastosowaliśmy nowy system żywienia koralikowego, czyli paszociąg koralikowy zamontowany na budynku, który ma pod sobą dyspensery. Są one napełniane paszą treściwą, która jest cyklicznie napełniana po opróżnieniu zasobów – wyjaśnia rolnik.

Inwestycja nie jest technologiczną ciekawostką, tylko odpowiedzią na konkretny problem, który dotyka dziś większość gospodarstw.

Przyczyną tej inwestycji było zmniejszenie nakładów pracy, które jak wszyscy wiemy są bardzo wysokie, teraz o pracownika jest bardzo ciężko. Dobrego pracownika – zaznacza.

System żywienia opasów przeszedł w tym roku modernizację - zastosowane rozwiązanie ma zmniejszyć straty paszy i ograniczyć do minimum nakłady pracy Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
System żywienia opasów przeszedł w tym roku modernizację - zastosowane rozwiązanie ma zmniejszyć straty paszy i ograniczyć do minimum nakłady pracy Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Bydło mięsne: ambicje, wypas i niższe koszty

Hodowla krów mamek ma w gospodarstwie jasno określony kierunek. Rolnik chce konsekwentnie podnosić jakość mięsa, a nie tylko zwiększać liczebność stada. Ambicje dotyczą więc nie tylko skali produkcji, ale przede wszystkim jakości.

Celem hodowlanym jest wyprodukowanie jak najlepszej polskiej wołowiny w jak najlepszych standardach – podkreśla.

Z perspektywy dywersyfikacji stado mamek jest też ciekawą alternatywą dla uprawy roślin na części gruntów. Krowy można wypasać, a w gospodarstwie przeznaczono na to około 230 hektarów. Dzięki temu część areału nie wymaga kosztów typowych dla uprawy roli, co poprawia ekonomikę produkcji.

Żywiec wołowy produkowany w gospodarstwie Przybylskich objęty jest systemem jakości QMP (Quality Meat Program), co, jak wyjaśnia hodowca, przynosi wymierne korzyści finansowe, a także dobrze wpisuje się w obecne wyzwania rynku, na którym o miejsce walczy wołowina z wielu krajów. Certyfikacja jest dla gospodarstwa nie tylko znakiem jakości, ale także realnym źródłem dodatkowego dochodu.

Stado krów matek korzysta z pastwisk od wczesnej wiosny do późnej jesieni - mają do dyspozycji łącznie 230 hektarów Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP
Stado krów matek korzysta z pastwisk od wczesnej wiosny do późnej jesieni - mają do dyspozycji łącznie 230 hektarów Fot. Tomasz Piotrowski / PTWP

Trzoda chlewna: filar, który trzyma od 30 lat

W całej konstrukcji świnie stanowią najstarszy i najbardziej stabilny element. Mimo, że nie zawsze było łatwo, ten dział przez cały czas pozostawał dla gospodarstwa źródłem dochodu. Trzoda to także dział, który od lat nadaje ton całemu gospodarstwu i wokół którego budowane były kolejne gałęzie.

Trzoda chlewna, można powiedzieć, jest cały czas na plusie i w ciągu tylu lat nie dokładaliśmy jeszcze do trzody chlewnej. Było to na granicy opłacalności, ale zawsze coś tam zostało na plus – mówi Przybylski.

Wynik, który w branży świńskiej bywa rzadkością, pokazuje, że przy dobrze prowadzonej produkcji i kontroli kosztów nawet okresowe balansowanie na granicy opłacalności może przekładać się na stabilny biznes. Podobnie jak w przypadku bydła mięsnego, stado trzody również objęte jest systemem jakości, w tym przypadku QAFP.

Stabilne wyniki dały podstawę do kolejnych kroków. Gospodarstwo proceduje dwie inwestycje, które mają znacząco zmienić skalę produkcji zwierzęcej. Plany dotyczą obu gałęzi zwierzęcych jednocześnie, bo rolnik widzi potencjał zarówno w chlewni, jak i w oborze.

Na najbliższe pięć lat chcemy zwiększyć stado podstawowe loch z 500 na 3500 loch i stado krów podstawowe chcielibyśmy dociągnąć do liczby 400 sztuk mamek – zapowiada rolnik.

W planach kolejna gałąź - energia z własnych zwierząt

Rozbudowa stad otwiera drogę do kolejnej odnogi działalności. Gospodarstwo zamierza zamienić efekt uboczny produkcji zwierzęcej w energię, a w jednym z wariantów także w paliwo. Większe stada oznaczają większy strumień surowca, który dziś jest znakomitym nawozem i kosztem do zagospodarowania, w przyszłości posłużyć może również do zasilenia biogazowni.

Planujemy trzy lokalizacje biogazowni, w tym dwie biogazownie będą typowo tylko na energię – prąd elektryczny, a jedna będzie współpracowała z biometanownią, czyli będziemy produkować biometan. Do biogazowni wsad będzie z naszych instalacji, czyli z trzody chlewnej oraz bydła – wyjaśnia Adam Przybylski.

W ten sposób obieg ma się zamykać: pole żywi zwierzęta, zwierzęta zasilają biogazownię, a energia z niej staje się kolejnym źródłem przychodu całego gospodarstwa. Tak szerokie plany, obejmujące zarówno produkcję prądu, jak i biometanu, pokazują otwartość umysłu i szersze spojrzenie na możliwości zagospodarowania odchodów zwierzęcych, które z uciążliwego odpadu stają się pełnowartościowym surowcem. To także myślenie wpisujące się w unijne trendy, w których hodowla zwierząt coraz częściej oceniana jest przez pryzmat wpływu na środowisko i klimat, a własna biogazownia jest jedną z odpowiedzi na te oczekiwania.